Powstanie styczniowe na terenie Ziemi Zawkrzeńskiej i naszej parafii - Cz. 1.
piątek, 28-04-2023 | dodał: Administrator
Powstanie Styczniowe, którego kolejną rocznicę – w roku 2023 już 160-tą – obchodziliśmy, stanowi jedną z najciekawszych i ważnych kart w historii Polski, a szczególnie w czasie Zaborów. Pamięć o tamtych wydarzeniach, mimo różnych wiatrów historii, przetrwała i była też na swój sposób mitem założycielskim Odrodzonej Polski w roku 1918 i w latach następnych. Uwidoczniło się to choćby w traktowaniu żyjących weteranów Powstania po odzyskaniu Niepodległości.
Podróżując po historii Parafii nie da się ominąć i tego tematu. Bowiem poznając historię wiosek naszego rejonu natrafiamy na ślady i echa tamtych wydarzeń w kilku miejscach. Stąd też pojawił się pomysł, by ten temat ująć w postaci jednego opracowania, z konieczności podzielonego na dwie części. W ten sposób opisaliśmy wszystkie miejsca związane z Powstaniem Styczniowym na terenie Parafii. Czytelników, którzy chcą więcej i bardziej zagłębić się w tę tematykę, odsyłamy do prac profesorów: Ks. M. Grzybowskiego, R. Juszkiewicza i L. Zygnera a także wielu innych opracowań i pamiętników. Dzięki wspomnianym Badaczom możemy dziś opisać kilka wydarzeń związanych z walkami o Niepodległość w XIX w. na terenie naszej Parafii.
W przededniu Powstania
Wszystko rozpoczyna się podczas konfliktu krymskiego, który ukazał słabość militarną i organizacyjną Imperium Rosyjskiego. Traktat w Paryżu i klęski armii carskiej spowodowały śmierć Mikołaja I. Koronę carską przywdziewa Aleksander II. Musi on od samego początku zmierzyć się z napiętą sytuacją w zacofanym państwie. Świat odskoczył od Rosji w rewolucji przemysłowej i społecznej. Wszyscy żądali zmian, a bunt społeczeństwa wisiał na włosku. Dlatego car wprowadza kolejno reformy tj. uwłaszczenie chłopów, przemiany w edukacji, reformę samorządową i w końcu w armii. Niestety, zmiany te nie objęły ziem Królestwa Polskiego, gdzie dodatkowo liczono na przywrócenie autonomii oraz konstytucji sprzed Powstania Listopadowego.
Zdecydowana postawa cara, który odrzucał wszelkie próby reform, a dodatkowo powołanie na urząd Dyrektora w Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego hrabiego Aleksandra Wielopolskiego doprowadziło do wrzenia. Nowy namiestnik carski Królestwa Polskiego, który chciał porozumienia z Polakami, próbował ostudzić atmosferę, znosząc stan wojenny i obiecując reformy w „niedalekiej” przyszłości. Jednak odrzucenie reform i poniekąd słabość caratu spowodowana klęskami, a dodatkowo ogłoszona branka do wojsk carskich dolały oliwy do ognia.
W tej trudnej sytuacji dla Polaków agitacja patriotyczna powoduje coraz to większy opór społeczny przejawiający się w nieposłuszeństwie obywatelskim. Pojawia się moda na stroje i elementy garderoby ukazujące tożsamość Polską. Kobiety starały się ubierać na czarno, manifestowały w ten sposób żałobę narodową po utracie Niepodległości. Źle widziane było także branie czynnego udziału w oficjalnych uroczystościach państwowych oraz życiu towarzyskim z przedstawicielami władzy rosyjskiej. Pojawiały się manifestacje patriotyczne, które ponownie tłumiono krwawo. Zabroniono manifestacji, więc rolę ośrodków patriotyzmu przejął kościół, zwłaszcza zakony.
Diecezja płocka miała także w tym swój udział. Na Ziemi Zawkrzeńskiej prym wiodły Mława, Żuromin, Szreńsk oraz Ratowo. Centrum wydarzeń stał się klasztor oo. Bernardynów w Ratowie, gdzie energiczny gwardianin o. Antoni Holandyszkiewicz głosił kazania patriotyczne. Wspomagali go w tym: o. Apolinary Gawęcki, o. Piotr Kowalski, o. Augustyn Kozłowski, br. Roman Maltazar, o. Symforian Napiórkowski i o. Augustyn Sobociński. Organizowali oni i odprawiali Msze patriotyczne. Po zamknięciu kościołów warszawskich, w tym także kościoła św. Anny na Krakowskim Przedmieściu, zapał Holandyszkiewicza i współbraci nie tylko nie gaśnie, ale wzrasta. Podczas uroczystości odpustowych w czerwcu 1862 roku i w październiku przełożony klasztoru organizuje Msze za Ojczyznę. W pażdzierniku, podczas takiej Mszy św., przysłane wojsko rosyjskie z garnizonu w Mławie otoczyło klasztor. Po pertraktacjach z dowódcą ludność zostaje odesłana do domów, a gwardianin z pozostałymi braćmi na wzór warszawski zamyka świątynię. Drzwi kościoła zostają zabite deskami na krzyż. Holandyszkiewicz jako przełożony konwentu zostaje zatrzymany i umieszczony, jak wielu mu podobnych niepokornych, w twierdzy Modlin. Ale pozostali zakonnicy nadal prowadzili swoją działalność w okolicznych parafiach i dworach.
W królestwie zaczynają działać dwa stronnictwa: czerwonych, którzy nawołują do otwartej walki z zaborcą i białych, którzy chcą ugodowo żyć i powoli reformować kraj, choć nie zgadzają się na uwłaszczenie. W tym samym czasie hrabia Wielkopolski tworzy tajne listy poborowych, wśród których prym wiodą członkowie obozu "Czerwonych". Łapanka poborowych, którą urządzono w Warszawie, wywołała otwarty bunt. Młodzież uciekała do Puszczy Kampinoskiej, gdzie w sposób już otwarty organizowano oddziały powstańcze. W sytuacji takiego wrzenia społecznego w nocy 17 stycznia Komitet Miejski w Warszawie decyduje się na wybuch powstania w dniach 22/23 stycznia.
Powstanie Styczniowe
Działania zbrojne, oraz ilość wydarzeń i sytuacji, siłą rzeczy nie da się opisać w naszym opracowaniu. Dlatego skupimy się tylko na kilku sytuacjach związanych bezpośrednio z naszym terenem. W pewnym sensie wiążą się one w pewną całość przyczynowo - skutkową: próba zdobycia Płocka, „Mała Targowica” w Rumoce, aresztowanie Padlewskiego, Walki na granicy z Prusami i bitwa między Kęczewem, Niedziałkami i Sarnowem.
Próba zdobycia Płocka
Zygmunt Padlewski - komendant i wojewoda mazowiecki - określił kilka ważnych celów Powstania na Mazowszu. Jednym z nich było ustanowienie Płocka jako centrum Powstania. Tutaj zamierzał ujawnić się także Tymczasowy Rząd Narodowy. W związku w tym na Płock miały być skierowane wszystkie siły powstańcze z okolicy. Wykonanie ataku, na wniosek Zygmunta Padlewskiego, powierzono płk. Kazimierzowi Konradowi Błaszczyńskiemu (ps. Bogdan Bończa, Konrad Tomaszewski), który miesiąc wcześniej objął stanowisko naczelnika wojennego województwa płockiego. Opracowany przez niego plan zdobycia miasta omówiony został podczas zjazdu naczelników powiatowych i dowódców oddziałów 21 stycznia w Raciążu. Według tych ustaleń siły powstańcze obejmować miały około 14 tysięcy ludzi. Były to jednak szacunki mocno przesadzone i opierały się bowiem na teoretycznych danych ewidencyjnych tzw. dziesiątek i setek.
Atak na Płock, z którym wiązano ogromne nadzieje, zakończył się całkowitą klęską. Jego powodzenie zależało od wielu czynników. Jednym z nich był efekt zaskoczenia, którego powstańcom nie udało się wykorzystać. Zawiodła także strona organizacyjna. Pojawienie się Dzieci Warszawskich w okolicach Wyszogrodu zaniepokoiło Rosjan a niespodziewana potyczka oddziału Aleksandra Rogalińskiego z wojskami rosyjskimi pod dowództwem płk. Koźlaninowa pod Ciółkowem w dniu 22 stycznia, mimo że zakończyła się rozbiciem wojsk rozyjskich i śmiercią ich dowódcy, miała negatywny wpływ na realizację planów ataku na Płock. Oddział Dzieci Warszawskich, wyczerpany walką i pozbawiony dowódcy, który został ranny, nie stawił się pod Płockiem. Na czas nie dotarły także inne oddziały, m.in. z Mławy i Płońska. Negatywny wpływ na realizację ataku miały także aresztowania zdążających na zbiórkę powstańców. W ten sposób w ręce nieprzyjaciela wpadło wielu uzbrojonych spiskowców, podążających na punkty zborne. Dzięki temu gen. Mengden miał pewność, że miasto przygotowywane jest do wybuchu powstania. Klęska powstańców pogrzebała plan uczynienia z północno-zachodniej części Królestwa Polskiego bazy operacyjnej do dalszej ofensywy.
„Targowica Rumocka”
Klęska pod Płockiem sprawiła, że "Biali", przeciwnicy powstania, mogli zacząć otwardzie działać. Na zaproszenie Karola Sonnenberga i Karola Ujazdowskiego, w dniu 25 stycznia do Rumoki zwołano zjazd przedstawicieli tego stronnictwa. Zjazd ten przeszedł do historii pod nazwą „Targowicy Rumockiej”. Postanowiono wtedy, aby "powstanie wszelkimi środkami uspokoić, adres do cara o przebaczenie podać, Padlewskiego, Rolskiego, Kokosińskiego władzom moskiewskim wydać".
Dokładniej o tym pisze w swoich „Pamiętnikach Powstańca” Zbigniew Chądzyński. Był to prawnik, adwokat, a następnie powstaniec, bliski współpracownik Padlewskiego. Uważano go za bardzo radykalnego, zwłaszcza wobec zdrajców i odłamu Białych. W swoich pamiętnikach z czasów powstania, wydanych na emigracji w Paryżu opisywał i oceniał wydarzenia oraz ludzi związanych z Powstaniem.
O całej sytuacji tak pisze: „W dniu 24 i 25 stycznia prawie cała starszyzna organizacji miejscowej z Bończą na czele opuściła swe stanowiska, ujeżdżając za granicę kraju lub do innych przenosząc się powiatów. Według zapisków Berga (Zapiski o powstaniu polskim 1863/64, Kraków 1899. Mikołaj Berg, rosyjski żołnierz, historyk i literat. Przetłumaczył Pana Tadeusza na j. rosyjski. Opisywał dzieje Powstania Styczniowego, z punktu widzenia przyjaciela Polaków) podaje za Oskarem Awejdą, że Sonnenberg skłonił do ucieczki Bonczę-Tomaszewskiego i Grotusa i namawiał do tego jakoby i Padlewskiego”.
„Pozostali się tylko Padlewski, Jan Jodłowski, Edward Rolski, Edward Kokosiński z kilkunastu młodymi ludźmi, po większej części uczniami Szkoły Głównej lub gimnazjum, mając do swego rozporządzenia trzy oddziałki warszawiaków pod dowództwem Wolskiego, b. oficera garibaldiowskiego, Edwarda Chądzyńskiego, 18-letniego młodzieńca w Płockiem i - Roberta Skowrońskiego w Pułtuskiem.
Padlewski w celu ponowienia napadów przede wszystkim zajął się zaprowadzeniem nowej organizacji: z powodu nieznajomości stosunków, zdemoralizowania ludności, jak zwykle bywa po nieudanych przedsięwzięciach, w których się wszystko na grę stawia, a szczególniej intryg szlachty do organizacji białej należącej, była to sprawa dość trudna do wykonania i posługiwać się on musiał otaczającą go młodzieżą, przeznaczając ją na naczelników powiatów, komisarzy etc.
Następujący fakt niech posłuży, z jakimi trudnościami walczyć musiano. W dniu 25 stycznia Karol Sonnenberg, właściciel wsi Radzimowice, przywódca całej reakcji płockiej, zwołał wielu sobie podobnych patriotów do wsi Rumoki, własności ob. Rudowskiego, celem wolnej narady nad obecnym położeniem. W krótkich debatach postanowiono tam powstanie wszelkimi środkami uspokoić, adres do cara o przebaczenie podać, Padlewskiego, Rolskiego, Kokosińskiego władzom moskiewskim wydać, rzemieślników zaś warszawskich do Prus wyprawić i tam do czasu wydania spodziewanego uwłaszczenia [ułaskawienia] przez cara przechować.
Z postanowieniem tym po dwie osoby w Augustowskie, Kujawy i do Warszawy: celem zakomunikowania go i stosownego postępowania wyprawiono. W Warszawie istniejąca jeszcze Dyrekcja Białych za wpływem delegatów płockich wydała powszechnie znaną, potępiającą tak powstanie jak i powstańców, odezwę.
Padlewski, choć uwiadomiony o owej brudnej naradzie białych wsteczników w Rumoce, przecież środków odpowiednich przeciw tym panom nędznie parodiującym Targowicę nie przedsięwziął i zamiast raz na zawsze zaradzić, by tacy i im podobni psocić nie mogli, odjąć środki szkodzenia, ograniczył się półśrodkami, brakowało mu rzeczywiście stanowczości w razach ważniejszych i naglejszych, przymiotów niezbędnych przywódcy powstania. Ogłosił on przed dniem 27 stycznia rozrzuconą w licznych egzemplarzach odezwę, w której imiona niektórych tylko, jak Karola Sonnenberga z Radzimowic, Karola Ujazdowskiego z Nagórek, Chełmickiego z Koromina, Jachowskich Aleksandra i Józefa z Glinowiecka, Zygmunta Kiełczeyńskiego z Szapska na wieczną wzgardę i przekleństwo Narodowi przekazał, grożąc zarazem w razie dalszej obojętności środkami z rewolucji francuskiej z r. 1793 używanymi. Niestety groźba w spełnieniu czynu jest bardzo niedołężną i szkodliwą nawet dla grożącego bronią”. Istniało podejrzenie, że część albo całą odezwę sfałszowano. W każdym razie Chądzyński w swoich pamiętnikach podaje, „że odpowiedź Padlewskiego na knowania wsteczników była prawdziwa. Potwierdzeniem jej było wydanie wyroku śmierci na senatora Dziedzickiego w dniu 1 lutego, którego powieszono we wsi Dąbrówce w powiecie przasnyskim, oraz drugiego wyroku na Juliana Chełmickiego, który nie został wykonany”.
O wspomnianym spotkaniu w Rumoce znajdujemy wiele wzmianek u różnych autorów. Warto zauważyć, że w literaturze poświęconej Powstaniu Styczniowemu na Mazowszu, kilkakrotnie wspominano o tej naradzie, i została ona określona jako „Druga Targowica”, bądź też „Mała Targowica”. Pamiętniki Powstańca autorstwa Chądzyńskiego zawierają także ocenę tych wydarzeń, zwłaszcza w świetle tego co wydarzyło się trzy miejsiące później. Dlatego jeszcze do nich wrócimy.
Na koniec chcemy jest dodać jedną rzecz. Nie mamy zamiaru ani też nie chcemy oceniać postaw ludzi tamtych czasów - ocenę pozostawiamy specjalistom. W tym opracowaniu chcemy ukazać, że nawet małe wioski położone od centrów politycznych i społecznych często są miejscem wielkich i ważnych wydarzeń dla historii naszej Ojczyzny, choć niekiedy bolesnych i trudnych.
Aresztowanie i śmierć Padlewskiego
Kolejnym wydarzeniem wpisującym się w ciąg zdarzeń Powstania jest tajemnicza i dość dziwna kwestia aresztowania Zygmunta Padlewskiego. Miało to miejsce w okolicach miejscowości i parafii Żałe, na terenie Ziemi Dobrzyńskiej. Całą sytuację opisał ks. Czesław Lissowski w swoim dziele „Powstanie Styczniowe na Ziemi Dobrzyńskiej”, wydanym w Płocku w roku 1938. Dzieło to powstało na bazie opowieści świadków i ich rodzin oraz także źródeł pisanych, które niestety w wyniku II Wojny Światowej, często bezpowrotnie zaginęły. O całej sytuacji też wielokrotnie pisano i podejmowano różne próby oceny. My sięgamy do słów wspomnianego kapłana:
„Pojmanie wojewody Zygmunta Padlewskiego w lesie pomiędzy wsiami Borzyminem i Studzianką w dniu 22 kwietnia 1863 roku.
W drugiej połowie kwietnia 1863 roku w płockim nie było żadnego poważniejszego i silniejszego oddziału powstańczego. Padlewski zwątpił w możność utworzenia z miejscowej ludności większego oddziału i liczył tylko na pomoc oddziałów, organizujących się w Prusach Zachodnich, z którym i spodziewał się przeprowadzić swoje plany. Doznawał jednak licznych zawodów, gdyż zapowiadane oddziały, na których przyjęcie wzywano go, a on wysyłał swych adiutantów, nie przychodziły. Wreszcie, gdy za staraniem Eustachego Grabowskiego, komisarza cywilnego Rządu Narodowego na województwo płockie, w Prusach Królewskich został zorganizowany i uzbrojony większy oddział powstańczy w sile 87 ludzi, przy wydatnej pomocy finansowej hr. Zygmunta Działowskiego, a pod dowództwem majora Rowińskiego i otrzymał nazwę oddziału ziemichełmińskiej, i gdy o godzinie 1 w nocy z 21 na 22 kwietnia miał przejść przez Drwęcę w okolicy Łapinoża i wkroczyć do Radzik Małych, Padlewski, upewniwszy się o tym, postanowił oddział ten przywitać w Radzikach Małych i objąć nad nim dowództwo. W tym celu w dniu 16 kwietnia 1863 roku wyjechał z Podosia, majątku, należącego do swego adiutanta Strzegockiego, i w towarzystwie adiutantów, drogami bocznymi, mało ruchliwymi, odsyłany od jednej stacji do drugiej, od noclegu do noclegu, zdążał do Radzik Małych. Dnia 20 kwietnia wyruszył Padlewski ze swym sztabem z Mysłakówka, 21 kwietnia przybył do Krystianowa i tu u Ostrowskich przenocował. Na drugi dzień w środę 22 kwietnia 1863 roku przed południem wyjechał wojewoda ze swym sztabem z Krystianowa do Radzik Małych w dwóch powozach. W pierwszym powozie siedział Padlewski, jego adiutant Kuczbórski i właściciel Mysłakówka Sokołowski, szef sztabu wojewody. W drugim powozie jechali doktór Lisicki (Przyborowski nazywa go Licińskim) i były oficer płockiego pułku piechoty Sieciński. Na wypadek spotkania się z jakąś kolumną rosyjską i rewizji, wszyscy zaopatrzeni byli w paszporty: Padlewski, jako Zenon Poliński, Kuczborski, jako Szczurowski, inni jechali pod własnymi nazwiskami. Będąc tak zaopatrzeni, dojechaliby wszyscy do Małych Radzik, gdyby nie pewna lekkomyślność Padlewskiego, który stale zajęty był myślą, żeby zrobić jak nasilniejsze wrażenie przy spotkaniu i przywitaniu nowego oddziału. W tym celu zabrał z sobą konfederatkę z białą czaplą kitą, którą miał przywdziać, wyjeżdżając na spotkanie oddziału, powstańczego. Nadto zabrał całą plikę pism, papierów i listów Bobrowskiego, członka Rządu Narodowego i naczelnika m. Warszawy, które prawdopodobnie miały być odczytane przybywającym powstańcom, jako rzeczy bardzo interesujące. Papiery te zaopatrzone były pieczęciami Rządu Narodowego. Oprócz tego wieziono kilka rewolwerów. Wszystko to ukryte było pod siedzeniem w powozie, w którym jechał Padlewski. Stary powóz, zaprzężony w cztery konie, w którym siedział Podlewski, jechał pierwszy. W lesie borzymińskim, pomiędzy Borzyminem i Studzianką, kiedy oddział konny już przejechał do Żałego, kierując się na nocleg do Kleszczyna, na skrzyżowaniu dróg, zatrzymał pierwszy powóz kozak maruder z kolumny ruchomej sztabowego kapitana Rutkowskiego. Wysłany z Lipna w dniu 18 kwietnia 18G3 roku oddział wojska na patrol powiatu pod dowództwem sztabowego kapitana Rutkowskiego, w drodze powrotnej, przejeżdżając przez Rypin w dniu 22 kwietnia, dowiedział się tamże, że tegoż dnia była potyczka powstańców z wojskiem rosyjskim pod Nietrzebą, i że część innego oddziału powstańczego niedawno przejeżdżała przez Rypin w stronę Radzik. Mieszczanie rypińscy mówili Rutkowskiemu, że powstańcy byli przyzwoicie ubrani, na głowach mieli konfederatki, przyozdobione piórami. Kapitan Rutkowski podzielił swój oddział na nieduże grupy i rozesłał na wszystkie strony szukać i gonić powstańców. Jeden taki oddział, złożony z 17 kozaków i jednego żandarma pod dowództwem podporucznika Godlewskiego, miał jechać przez Rusinowo i Strzygi, drugi, złożony z 10 kozaków pod dowództwem chorążego Golicyna, przez Cętki, sam zaś Rutkowski z resztą oddziału przez Borzymin i Studziankę. Wszystkie oddziały miały się zjechać w Żałem. Podporucznik Godlewski przyjechał do Strzyg i tu dowiedział się, że przed pół godziną wyjechało stąd w stronę Długiego trzech konnych uzbrojonych powstańców. Godlewski pojechał w stronę Długiego, a stąd do Cetek. Jadąc z Długiego do Cetek, zauważyli kozacy, że z podwórza folwarku Rakowo wyjechała naprzeciwko nim furmanka, na której siedziało kilku ludzi. Zobaczywszy kozaków, furmanka zawróciła z powrotem do podwórza. Podporucznik Godlewski wpadł z kozakami na podwórze folwarczne, pytając się rządcy Leona Dalberga, gdzie jest furmanka, która przed chwilą tu wjechała. Rządca udawał, że nic nie wie. Wpadł Godlewski do mieszkania rządcy i zastał stół zastawiony pokarmami i napojami. To było przyczyną rewizji w domu. Zrobiono szczegółową rewizję, lecz nic nie znaleziono. Przeprowadzono potem rewizję w budynkach folwarcznych i tam znaleziono cztery osiodłane konie i zaprzężoną furmankę. Rządca tłumaczył się, że konie są dworskie, ale dlaczego są osiadłane i furmanka zaprzężona stoi w budynku, nie wiedział. Robiąc rewizję w budynkach, zauważyli kozacy, że z podwórza niepostrzeżenie ucieka do pobliskiego lasu kilkoro ludzi. Godlewski z kozakami pogonił za nimi i złapał. Zeznali oni, że od kilku dni ukrywali się w tym lesie, czekając na broń, którą w tę noc miano im wydać w Rakowie. Zaaresztowano ich i Godlewski z oddziałem udał się przez Cętki do Borzymina. Po drodze zaaresztowano jeszcze 6 spotkanych podejrzanych ludzi. Po przejechaniu Borzymina i niedaleko od niego, w lesie, kiedy oddział Godlewskiego, prowadząc 15 zaaresztowanych powstańców w stronę Żałego, minął już skrzyżowanie dróg w lesie, za oddziałem wlókł się wolno kozak maruder. Nadjeżdżając na skrzyżowanie dróg w lesie, zauważył zbliżający się powóz, zaprzężony w cztery konie, w którym siedział Padlewski z Kuczborskim i Sokołowskim. Kozak zatrzymał powóz i zaczął badać podróżnych. Berg, który miał ustne relacje od oficerów o tym wypadku, tak to spotkanie opisuje: Na pytanie, kto jedzie? - odpowiedziano, że sąsiedni obywatele. Kozak zażądał okazania paszportów. - Nam się spieszy! - powiedział Padlewski, podając w miejsce paszportu storublowy banknot. - Weź to sobie na piwo i jedź z Bogiem. Gdyby dali rubla, rzecz byłaby naturalna i nie wzbudzająca najmniejszego podejrzenia, ale na widok tęczowego papierka, kozak zdziwił się i zastanowił, za co ofiarowano mu tak znaczną kwotę. W tym musi być jakaś nieczysta sprawa! - pomyślał i tym usilniej domagał się okazania paszportów. Ofiarowano kozakowi 200, 300, w końcu 500 rubli sr., byle ich tylko przepuścił... Nie wiadomo, na czym by się ostatecznie skończyło, gdyby na skraju lasu nie zjawił się oficer kozacki, Godlewski. Kozak, milcząc, wskazał ręką na oficera, ten podjechał do powozu i natychmiast spostrzegł nadzwyczajne pomieszanie podróżnych. Natychmiast kazał im wysiąść z powozów, kozakowi zaś przeszukać takowe. Pod siedzeniem pierwsza pokazała się konfederatka wojewody! Przetrząśnięto dalej i wydobyto pliki papierów z pieczęciami rządu narodowego, oraz kilka rewolwerów. Godlewski przejrzał pobieżnie znalezioną zdobycz i oświadczył podróżnym, że ich aresztuje i zabiera z sobą do Lipna. Wszystkie dowody, znalezione przy Padlewskim, dawały powód kapitanowi Rutkowskiemu przypuszczać, że złapał głównego dowódcę powstania, a nazywający się Zenonem Polińskim powierzchownością swoją, zachowaniem się i odpowiedziami przy początkowych badaniach, odróżniał się od innych i zwracał przez to na siebie szczególniejszą uwagę dowódcy, kapitana Rutkowskiego. Opieka Rutkowskiego nad Padlewskim podczas noclegu w Krystianowie, dokąd dosyć późno wieczorem przybył Godlewski ze swymi 20 niewolnikami, była bardzo dbałą. Na drugi dzień, t. j. 23 kwietnia, odstawiono więźniów do Lipna. O badaniach więźniów w Lipnie tak pisze Berg: „W Lipnie więźniowie i wszystko, przy nich znalezione, oddani zostali miejscowemu naczelnikowi żandarmów, który, przejrzawszy papiery, zaraz oświadczył, że między uwięzionymi musi być albo sam Padlewski, albo ktoś z jego najbliższego otoczenia. Na tej podstawie dowódca miejscowej załogi, sztabskapitan Prowolski, którego jużeśmy spotkali w bitwie z oddziałem Jurkowskiego, udał się do kwatery uwięzionych i domyślając się z pierwszego wejrzenia, kogo ma przed sobą, najpierwszego Padlewskiego zapytał o nazwisko. - Obywatel Zenon Poliński. Daj pan spokój udawaniu, na nic się to nie przyda. Pan nie jesteś Polińskim i wiemy, kto jesteś. Jeśli pan wiesz już, kto jestem, to i ja nie będę się zapierać. - Pan jesteś Padlewski? - Zgadłeś Pan - brzmiała odpowiedź. Na dalsze pytania naczelnika, dokąd i po co jechał, odpowiedział, że z Prus powinna była przybyć partia, złożona z 500 ludzi, przeważnie pruskich żołnierzy. Wszyscy oni powinni być uzbrojeni w angielskie sztucery i przywieźć powinni duży zapas broni. Część partii już przeszła, a część miała przejść około Małych Radzik i na ich spotkanie on tam jechał.
Po tych badaniach lipnowski wojenny naczelnik Friebes wysłał depeszę do Płocka, ze został schwytany Padlewski z całym sztabem w liczbie 20 ludzi. Wiemy już, kto to byli ci 20.ludzi, zaliczonych przez Friebesa do sztabu Padlewskiego. W raporcie z tegoż dnia (23 kwietnia 1863 roku Nr. 740) Friebes, opisując pojmanie Padlewskiego, prosi płockiego wojennego naczelnika o przysłanie mu 100 kozaków do transportowania aresztowanych do Płocka, gdyż ma 69 aresztowanych i Padlewskiego, a mając mało wojska, boi się aresztowanych odstawić żeby w drodze powstańcy nie odbili Padlewskiego. Sztabowego kapitana Kenstowicza wysłano z trzecią rotą strzelców i 40 kozakami dnia 22 kwietnia do Dobrzynia nad Drwęcą, gdyż dowiedział się, że koło wsi Elgiszewa przeprawiła się z Prus prze Drwęcę partia powstańców w liczbie 200 ludzi uzbrojonych pół piechoty i pół konnicy, i z dwoma wozami zapasowej amunicji jadą od Ciechocina przez Rypin pod Sierpc, żeby się dostać do lasów bieżuńskich. Kenstowicz ze swym oddziałem ma im przeszkodził w tym pochodzie. W Lipnie w kwietniu 1863 roku stały załogą trzy roty piechoty pułku muromskiego, rota strzelców, rota kozaków 18 dońskiego pułku, oraz żandarmi którym i dowodził major Drozdów. Na skutek częstych alarmów Friebesa, załogę tę stale wzmacniano. 23 kwietnia wysłał Friebes Padlewskiego i 69 więźniów pod eskortą drugiej roty do Dobrzynia nad Wisłą, a 24 kwietnia płocki wojenny naczelnik, wysiał do Dobrzynia rotę kozaków, którzy przywieźli aresztowanych do Płocka. 24 kwietnia 1863 roku płocki wojenny naczelnik donosi do Warszawy: Dziś przybył do Płocka Padlewski z 69 jeńcami. Przy wejściu do miasta przy przeprowadzeniu specjalnie dużego zbiegu nie było i wszystko było spokojnie“. Padlewski osadzony został w starym więzieniu kryminalnym w osobnej celi. W wykazie więźniów płockich z tego miesiąca został zapisany pod numerem 140. Sprawę jego i towarzyszów oddano pod sąd połowy. Wiedział, jaka kara go czeka i zaczął się przygotowywać na śmierć. Na żądanie Padlewskiego Semeka pozwolił dostarczyć mu książek religijnych i zawiadomić rodzinę o jego uwięzieniu. Do Płocka przybyła jego ciotka Klementyna hr. Potocka, której pozwolono widywać się z uwięzionym. Wszczęła ona energiczne zabiegi o uwolnienie Padlewskiego, i tyle tylko uzyskała, że po wydaniu wyroku śmierci wojenny naczelnik płocki Semeka zwrócił się do Warszawy o jego zatwierdzenie, chociaż na mocy specjalnie ogłoszonego rozkazu carskiego z dnia 25 stycznia 1863 r. powstańców, schwytanych z bronią w ręku, oddawano pod sąd połowy, a naczelnikom wojennym w 5 miastach (między nimi w Płocku) nadano prawo zatwierdzania i wykonywania tych wyroków. Mógł więc Semeka, jako płocki wojenny naczelnik, samodzielnie wyrok zatwierdzić i go wykonać. Z Warszawy przysłano rozkaz wykonania wyroku. Skazańca uwiadomiono o tym w nocy o godzinie 2 z 14 na 15 maja, że wyrok tegoż dnia rano wykonany będzie. Usiadł i na kilka godzin przed śmiercią napisał następujący list pożegnalny do rodziny:
Dnia 15 maja 1863 roku. Płock, godzina 2 w nocy. W tej chwili się dowiaduję, że dziś mam zakończyć ten żywot ziemski. Strasznie poważna to chwila dla mnie, więc nie dziwcie się, że nie wiele w niej na pisanie czasu tracę, by tę godzinę, jaka mi pozostaje, z Bogiem przepędzić. Do ciebie, ciotko Klementyno, piszę, bo ostatnie moje słowa ty najpierwsza czytać będziesz. Dzięki za twoje serce, które ze mną było do końca. Powiedz najdroższym, najmilszym rodzicom moim, żem ich kochał do końca z całej siły uczuć moich, i że z nimi... (wyraz nieczytelny) w duszy mojej ich obraz zostanie. Brata Romka miłego do serca cisnę, siostry wszystkie błogosławię i kocham; krewnych tylko wyliczyć nie mogę, ale ich mam w sercu. Księdza Leona o modlitwę proszę. Niech się ojciec dowie o trochę długów, które zostawiam, i wiernie zapłaci co do grosza. Rzeczy, które zostawiam, ciotka Potocka niech zabierze i na pamiątkę familii rozda. To trochę pieniędzy, jakie tu zostawiam, proszę przesłać do Krakowa, do p. Demidowicza, niech weźmie należność swoją, a resztę odda ubogim. Bądźcie zdrowi i szczęśliwi, o co Boga modlić będę. Matko droga, szukaj pociechy w Bogu, ja biedny nie mogłem ci życia umilić, a teraz go tak jeszcze zatruwam . On cię za to poratuje. Zygmunt”.
O godzinie 5 rano wywieziono skazańca w towarzystwie o. Bernardyna na plac za rogatką płońską przy prochowni i tam dokonano egzekucji. Uwzględniono jego prośbę i nie zawiązywano mu oczu. Tak zginął jeden z największych i najbardziej wartościowych bohaterów powstania”.
Tyle opowieść księdza Lissowskiego. Ale to nie koniec całej historii. Znów wrócimy do wspomnianego Pamiętnika Powstańca autorstwa Zbigniewa Chądzyńskiego. Chądzyński opisuje dalsze losy uczestników fatalnej wyprawy Padlewskiego. Pisze on we wspomnianym Pamiętniku: „Ogólnie panuje w Płockiem przekonanie, że Padlewski przez wsteczników był denuncjowany. Wspólnictwo w tej sprawie zarzucono panu Str[zegockiemu], którego Moskale, jakkolwiek w pierwszej chwili aresztowali, to jednakże po upływie kilku dni na wolność wypuścili. Razem z Padlewskim schwytano Konstantego Sicińskiego, b. kapitana wojsk moskiewskich, pana Sokołowskiego, właściciela dóbr w Lipnowskiem, Jana Jodłowskiego, b. ucznia Uniwersytetu, i Kuczborskiego, syna rejenta z Warszawy, w pewnej odległości przed Padlewskim jadących i obowiązanych w razie spostrzeżenia Moskwy wystrzałem z rewolweru ostrzecgo, nie wiadomo jednak, dlaczego tego nie uczynili. Wszyscy czterej zesłani zostali na Syberią do robót w kopalniach. Chądzyński [autor tej notatki] pozostawszy komisarzem wojewódzkim w miesiącu lipcu robił kroki celem wyśledzenia prawdy w tej ciemnej sprawie, lecz ślady były już zatarte. Strzegocki w owym czasie, tj. w lipcu, żądał od Gustawa Dückerta i Chądzyńskiego, pomocnika komisarza, by mu napisał wyrok śmierci na niego jakoby za wydanie Padlewskiego, a to dla zasłonięcia się przed Moskalami i wykręcenia się od odpowiedzialności za przetrzymywanie go u siebie. Zdaje się, że S[trzegocki] tym środkiem chciał tylko oddalić od siebie podejrzenie władz narodowych dość sprężyście naówczas działających, nie zaś zasłonić się przed sądem Moskwy, która by najmniejszej wiary dać nie mogła wiedząc, że władze powstańcze miały dostateczną siłę w żandarmerii do wykonania swych postanowień, choćby nawet pod okiem samej Moskwy, jak to bywało w Warszawie. Nie jest mym zamiarem rzucenie podejrzeń na S., a przez to może wystawianie go na prześladowanie i niesławę dozgonną - przedstawiam tylko, jak był[o] rzeczywiście i wypowiadam osobiste przekonanie w nadziei, że kiedyś historia porównywując opis niniejszy z innymi opisami naszych wypadków rzeczywistą prawdę wykryć potrafi. Padlewski w dniu 16 kwietnia ze Wsi Podosin w powiecie lipnowskim położonej, własnością Strzegockiego, znanego nam [mu?] jeszcze z Petersburga, a ostatnio swego adiutanta będącej, wyjechał powozem w celu spotkania się z owym oddziałem z Prus w liczbie 400 ludzi wchodzącym. W drodze niedaleko Podlesia przez czekającego już na zasadzce naczelnika żandarmerii Drozdowa pojmany, do Płocka zaprowadzony i tam w dniu 15 maja rozstrzelany”.
Ciąg dalszy w 2 części...
Ps. Zapraszamy do obejrzenia zdjęć w poniższej Galerii. Zdjęcia posiadają opisy. Aby je obejrzeć, należy uruchomić zdjęcie w trybie pełnoekranowym, a następnie nacisnąć przycisk składający się z 9 kafelków (thumbnails).
Strona oraz materiały zawarte w niej są objęte prawami autorskimi. Wykorzystywanie, kopiowanie i publikowanie części lub całości treści i informacji zawartych na stronie Parafii wymaga zgody Administratora Serwisu Parafii św. Mikołaja w Lipowcu Kościelnym (adres e-mail w nagłówku strony).




























































